00:01
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.
00:06
Był 16 grudnia 1998 roku. Warszawska policja dostała niepokojące zgłoszenie. W mieszkaniu przy ulicy Opaczewskiej na Ochocie odnaleziono zwłoki starszej kobiety. Była to 75-letnia Michalina D. Jej skrępowane ciało odkrył wnuk i to on powiadomił służby. Po przyjeździe na miejsce policjantom rzucił się w oczy ważny szczegół.
00:37
Drzwi mieszkania seniorki nie były uszkodzone, nie nosiły śladów włamania. Były otwarte. To oznaczało, że kobieta mogła sama wpuścić sprawcę do domu, nie zdając sobie sprawy z tego, jakie niesie to ze sobą zagrożenie.
00:56
Mieszkanie wyglądało tak, jakby przeszło przez nie tornado. Wszystkie szuflady i szafki były opróżnione, a ich zawartość wyrzucona na podłogę. Doświadczeni śledczy natychmiast zrozumieli, że osoba, która zabiła Michalinę D., weszła do jej mieszkania w konkretnym celu, rabunkowym. Ustalono, że napastnik ukradł dwa futra, gotówkę i złotą biżuterię. Zniknęły również buty, skórzana kurtka, aparat fotograficzny i torebka.
01:32
Ofiara wciąż miała na sobie płaszcz, w którym przed śmiercią wyszła z domu. Na głowie miała chustę. Nogi skrępowano jej dziecięcą skakanką, ręce również miała związane. W usta wypchnięto jej ręcznik. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie spowodowane wciśniętym w gardło kneblem. Sprawca działał z dużą brutalnością, a po rozpytaniu świadków zaczęto podejrzewać, że w doborze ofiary nie kierował się przypadkiem.
02:08
Jeden z sąsiadów powiedział mundurowym, że przed zabójstwem 75-latki widział mężczyznę, który spacerował w pobliżu budynku i obserwował okna mieszkań.
02:21
Niewykluczone więc, że Michalina D. stała się celem na długo przed tym nim odebrano jej życie.
02:29
Jej córka przyznała, że kobieta była bardzo ostrożna i zawsze zamykała drzwi mieszkania.
02:35
Czasem u nas nocowała. Mama była osobą nieufną i raczej nie wpuszczała osób obcych na klatkę schodową bądź do mieszkania. Gdy ktoś chciał, żeby go wpuściła do mieszkania, to odsyłała go na czas, gdy będzie ktoś z domowników.
02:49
W jaki sposób więc sprawca dostał się do środka, to póki co pozostawało tajemnicą. Nim policjantom udało się schwytać sprawcę, zaledwie pięć dni później wpłynęło kolejne zgłoszenie, tym razem z Saskiej Kępy. 21 grudnia około godziny 22 do mieszkania przy ulicy Peszteńskiej przyszedł pan Franciszek. Chciał odwiedzić swoją ciotkę, Wandę B., która wcześniej nie odbierała telefonu.
03:22
To zaniepokoiło mężczyznę, tym bardziej, że o tej godzinie 74-latka zawsze była w mieszkaniu. Dlatego zdecydował się na późnowieczorne odwiedziny. Gdy przyjechał na miejsce, drzwi od lokalu były otwarte. Pokoje zostały całkowicie splądrowane. Ale nie to było najgorsze. Wanda, podobnie jak kilka dni wcześniej Michalina, leżała martwa. Jej ręce i jedna noga związane były kablem.
03:54
W ustach znajdował się knebel. I co dziwne, seniorka również wciąż znajdowała się w płaszczu. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, nie mogli nie zauważyć schematu. Druga ofiara w tym samym mieście w ciągu zaledwie kilku dni. Znów seniorka, zdewastowane mieszkanie, śmierć przez uduszenie Kneblem. To nie mógł być przypadek.
04:21
Jedna z sąsiadek Wandy powiedziała funkcjonariuszom, że przed zbrodnią widziała w pobliżu bloku mężczyzn, którzy wzbudzili jej podejrzenia.
04:31
Zwróciłam na nich uwagę, gdyż wyglądali na cwaniaczków ze starej Pragi. Takała chudra. Ci mężczyźni nie mieli żadnych torepl lub pakunków przy sobie.
04:39
Na miejscu zbrodni udało się zabezpieczyć jedynie włos, który najpewniej nie należał do zmarłej. Mógł pochodzić od sprawcy. I na tym koniec więcej dowodów nie udało się pozyskać. Morderca pozostawał na wolności i wkrótce znów boleśnie o sobie przypomniał. Alicja S. miała 73 lata. W przeszłości była dentystką. Mieszkała przy ulicy francuskiej na Saskiej Kempie. Ktoś próbował wyrwać jej torebkę.
05:26
Ale mimo tego intensywnego dbania o własne bezpieczeństwo, nie udało jej się uchronić przed zagrożeniem. 31 stycznia 1999 roku zaniepokojona sąsiadka postanowiła odwiedzić Alicję. Kobieta od dłuższego czasu się nie odzywała, co zaczęło martwić mieszkankę budynku. Mieszkanie seniorki było otwarte. A w środku czekał przerażający widok.
05:59
We wszystkich pomieszczeniach panował ogromny chaos. Już na pierwszy rzut oka było widać, że doszło do włamania, choć podobnie jak w dwóch pozostałych przypadkach, również tutaj na drzwiach nie było śladów po siłowym wejściu do środka. Mimo to ktoś w jakiś sposób dostał się do mieszkania i intensywnie je przeszukał, zabierając cenne przedmioty. Prawda o tym, co wydarzyło się w pomieszczeniach, wkrótce okazała się jeszcze bardziej koszmarna.
06:32
Alicja została brutalnie zamordowana. Jej martwe ciało leżało w jednym z pokoi. Sprawca skrępował jej ręce oraz nogi taśmą. Zakleił nią również twarz kobiety. Na głowie seniorka miała widoczne poważne obrażenia. W pobliżu znajdowały się wyraźne ślady krwi. Przerażona sąsiadka wezwała policję. Ciało seniorki przewieziono do badań.
07:02
Biegli stwierdzili, że choć kobiecie zadano silne ciosy w głowę, to bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie.
07:11
W jej ustach również znaleziono knebel, który doprowadził do zgonu. Alicja była starszą, osłabioną kobietą, która chodziła podpierając się laską. W starciu z napastnikiem nie miała jakichkolwiek szans. Po szybkim rozpytaniu świadków, policjanci dysponowali ważną informacją. W okolicy widziani byli trzej mężczyźni.
07:37
Jedna ze starszych kobiet była przekonana, że chcieli ją okraść. Opisano ich jako osoby przed trzydziestką. Jeden z nich miał dłuższe włosy. Na podstawie tych relacji przygotowano portrety pamięciowe. Z kolei w samym mieszkaniu zabezpieczono odciski palców, które nie należały do zamordowanej Alicji.
07:59
Choć śledztwo było trudne, policjanci byli przekonani, że uda im się zatrzymać psychopatę mordującego starsze kobiety. Pytanie jednak brzmiało, kiedy? Częstotliwość, z jaką uderzał zabójca była przerażająca. Od grudnia do stycznia zabił trzy seniorki.
08:20
A już 10 lutego liczba ta zwiększyła się o kolejną ofiarę. Tym razem celem napastnika stała się 81-letnia Felicja R.
08:32
Kobieta mieszkała w śródmieściu przy ulicy Górnośląskiej. Prowadziła raczej samotny tryb życia, nie miała zbyt wielu znajomych. Była nieufna, dlatego unikała kontaktu z obcymi.
08:46
Nie oddawała nikomu swoich kluczy, nie opowiadała o sobie. Dzień wcześniej widziana była w pobliskim sklepie.
08:55
Była schorowana, ale nie korzystała z opieki pielęgniarki. Na co dzień pomagała jej sąsiadka, pani Wiesława. I to właśnie ona odnalazła jej zwłoki.
09:08
Ciało seniorki leżało w łazience w sporej kołuży krwi. Ręce i nogi miała skrępowane. Wciąż znajdowała się w zimowej kurtce. W dłoni trzymała własną protezę. Na głowie widoczne były obrażenia. Wezwani na miejsce policjanci zauważyli również rany na klatce piersiowej.
09:32
Makabryczny schemat znów się powtórzył. W usta ofiary wypchnięto knebel, który doprowadził do uduszenia. W łazience zabezpieczono cenne ślady. Na podłodze znajdowały się bowiem krwawe odciski butów. Sprawca nie posprzątał po sobie, co mogło świadczyć o tym, że albo się spieszył i był niechlujny w działaniu, albo był już na tyle pewny siebie, że nie dopuszczał nawet myśli, że mógłby zostać schwytany.
10:04
Jedna i druga opcja była dla policjantów dobrym sygnałem, bo oznaczała, że zabójca zaczyna popełniać błędy. A te zawsze, prędzej czy później, pomagają odkryć tożsamość mordercy.
10:20
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.
10:25
Sześć dni po zabójstwie Felicji doszło do kolejnej zbrodni.
10:30
Sprawca wrócił na Saską Kępę i za cel obrał tym razem budynek przy ulicy Paryskiej. To dwupiętrowa kamienica wybudowana jeszcze przed 1939 rokiem.
10:43
Znajduje się tam kilkanaście lokali mieszkalnych. Jeden z nich zajmowała w 1999 roku Jadwiga Z. Sąsiedzi opisali kobietę jako miłą, sympatyczną i ostrożną osobę. Mieszkała sama, ale czasem nocował u niej wnuk. Z nikim nie była skonfliktowana, prowadziła spokojny tryb życia. Mimo to 16 lutego została brutalnie zaatakowana we własnym mieszkaniu.
11:15
Jej ciało odkrył wnuk, który przyjechał do babci około 2.30 w nocy.
11:21
Kobieta leżała na podłodze ze skrępowanymi kończynami. Jej twarz zaklejona była taśmą. W trakcie sekcji zwłok z jej ust wydobyto knebel zrobiony z rękawiczki. Przyczyną śmierci było uduszenie spowodowane wypchnięciem języka do gardła. Niezwykle brutalne i przerażające.
11:46
Tym razem w mieszkaniu znaleziono całkiem sporo śladów. Były to odciski palców, ale też plastry samoprzylepne i bawełniana rękawiczka. Policjanci założyli, że wszystkie te dowody mogły pochodzić od mordercy.
12:02
Skupiono się przede wszystkim na odciskach linii papilarnych. I bingo, udało się je dopasować. Należały do Henryka M., mężczyzny, który był już w przeszłości zatrzymywany. Był podejrzany o zabójstwo własnej konkubiny. Co więcej, często pożyczał od Jadwigi pieniądze. Ostatnim razem, zaledwie cztery dni przed jej śmiercią. Pojawił się wtedy w jej mieszkaniu około dziewiątej rano. Usiedli razem przy stole kobiety, dlatego też znalazły się tam jego odciski palców.
12:38
Pożyczył wówczas od seniorki pięćdziesiąt złotych. Henryk błyskawicznie znalazł się na pierwszym miejscu na liście podejrzanych.
12:48
22 lutego przeszukano mieszkanie mężczyzny również na Saskiej Kępie. Ale początkowa ekscytacja policjantów, którzy liczyli na rozwiązanie serii zabójstw seniorek, szybko zaczęła gasnąć.
13:03
W lokalu Henryka niczego nie znaleziono. Żadnych przedmiotów pochodzących z mieszkań, żadnych pieniędzy czy zakrwawionych ubrań. Zupełnie nic. Mimo dokładnego sprawdzenia nie udało się powiązać Henryka ze śmiercią Jadwigi, ani również z pozostałymi tajemniczymi zgonami starszych kobiet. Śledztwo znów stanęło w miejscu. 18 lutego do stołecznych policjantów wpłynęło kolejne zgłoszenie.
13:34
W mieszkaniu przy ulicy Okopowej na Woli kobieta odnalazła zwłoki własnej matki. Funkcjonariusze, którzy pojechali na miejsce, zastali dobrze znany już widok. Mieszkanie seniorki zostało całkowicie splądrowane. Zawartość szafek i szuflad, podobnie jak w przypadku poprzednich zabójstw, została wyrzucona na podłogę. I wśród tych wszystkich rzeczy, ubrań i kartonów, na wersalce spoczywało skrępowane ciało Reginy S. Jej kończyny zaklejono taśmą, podobnie zresztą jak usta.
14:13
Seniorce zadano silny cios w głowę, użyto do tego tępego narzędzia. Zmarła przez uduszenie.
14:22
Z mieszkania zniknęły nie tylko biżuteria i złoto, ale również dokumenty i książeczki czekowe. Pozostawiono jednak cenny sprzęt, taki jak telewizor czy komputer. Sprawca najwyraźniej sięgał tylko po te przedmioty, które bez problemu, ale też wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń, mógł wynieść z mieszkania. Gdyby szedł z dużym telewizorem lub komputerem, natychmiast zwróciłby na siebie uwagę.
14:53
Podobnie jak w przypadku pozostałych zabójstw, również tym razem na drzwiach nie zauważono jakichkolwiek uszkodzeń. Jednak Regina wciąż miała na sobie płaszcz, zdążyła ściągnąć jedynie buty. Obok zwłok znajdowała się torba z zakupami.
15:11
Policjanci wysnuli więc teorię, że sprawca śledził seniorkę co najmniej od momentu, w którym weszła ze sklepu. Następnie podążył za nią do budynku, wślizgnął się do środka, a gdy Regina weszła do mieszkania, najpewniej nie zdążyła zamknąć drzwi. Napastnikowi udało się wtargnąć do pomieszczenia i błyskawicznie obezwładnić ofiarę.
15:37
Na miejsce ściągnięto wyszkolonego psa, który choć początkowo podjął trop, wkrótce potem go zgubił i nie doprowadził funkcjonariuszy do żadnego konkretnego miejsca. Również rozmowy z sąsiadami nie przyniosły przełomu, choć rzuciły trochę nowego światła na to, co działo się w okolicy kilka dni przed zabójstwem Reginy.
16:00
12 lutego jedna z sąsiadek, Stanisława P., natknęła się w budynku na nieznajomą kobietę, która poprosiła ją, by pozwoliła jej wejść do swojego mieszkania. Twierdziła, że ma paczkę dla innych sąsiadów, ale chciałaby na spokojnie zrobić listę rzeczy, które ma w pakunku, nim je przekażę. Stanisławie ta opowieść wydała się niedorzeczna, tym bardziej, że nieznajoma nie miała przy sobie żadnej paczki. Wkrótce po tym pojawiła się kolejna kobieta.
16:32
Chciałaby Stanisława pokazała jej sto złotych. Jak mówiła, chciała porównać banknot ze swoim. W tym czasie na korytarzu przy mieszkaniu kręcił się mężczyzna. Stanisława podejrzewała, że przyszedł razem z kobietami.
16:50
Cała trójka szybko wyszła z budynku, słysząc kroczącego po schodach sąsiada. Według Stanisławy kobiety były po czterdziestce. Ta informacja, choć nie przyniosła ze sobą danych mordercy, okazała się cennym punktem zaczepienia dla policjantów. Oznaczała bowiem, że za zabójstwami seniorek mogła stać grupa osób, która podstępem dostawała się do mieszkań, a następnie atakowała bezbronne ofiary.
17:21
To by wyjaśniało, dlaczego na żadnych drzwiach nie odnaleziono śladów po włamaniach.
17:28
Gdy policjanci skupiali się na ustaleniu tożsamości napastników i opracowaniu ich dokładnego systemu działania, sprawcy uderzyli po raz kolejny. I to z ogromną siłą.
17:43
19 lutego, a więc zaledwie dwa dni po zabójstwie Reginy S., odnaleziono ciała Alicji K. i Zofii D. Zwłoki pierwszej ofiary odkryto w mieszkaniu przy ulicy Marzanny na Mokotowie. Alicja mieszkała sama, nie miała męża ani dzieci.
18:03
Według sąsiadów była spokojna, czasem odwiedzały ją koleżanki. Nie była jednak nadmiernie towarzyską osobą. Uczciwa i bezkonfliktowa. Nie sprawiała wrażenia majętnej. Jej ciało odnalazła siostra, która martwiła się, bo kobieta od kilku dni nie dawała znaku życia. Zwłoki leżały przy wersalce twarzą do podłogi. Ręce i nogi były skrępowane. Na głowie widniała duża rana, a ciało ofiary spoczywało w sporej kałuży krwi.
18:39
Sekcja zwłok wykazała, że zmarła przez uduszenie. Na stole wciąż leżała torba nierozpakowanych zakupów, a na stopach Alicja nadal miała buty. Tego samego dnia, około godziny 18.30, odnaleziono zwłoki 93-letniej Zofii D. Kobieta mieszkała przy ulicy Zawiszy, na Woli. Ciało odkrył Paweł L., który tego dnia przyjechał odwiedzić ciocię. Nim wszedł do mieszkania, zauważył, że drzwi były otwarte.
19:14
Zapukał, a gdy nikt nie odpowiedział, zajrzał do pomieszczenia. W policyjnej notatce czytamy.
19:22
W mieszkaniu na podłodze w pokoju leżały zwłoki denatki, ręce skrępowane do tyłu, przykryte ubraniami. W mieszkaniu ogólny bałagan, ślady plądrowania. Ponadto denatka miała zaklejoną twarz, ślady otarć na twarzy.
19:36
Ręce Zofii zaklejono taśmą, nogi z kolei związano rajstopami. W raporcie zanotowano.
19:43
Głowa owinięta kilkoma warstwami taśmy samoprzylepnej. W jamie ustnej knebel z czarnego materiału, przesiąknięty czerwono-brunatną substancją. Głęboko, aż po nasadę języka, wypchnięta proteza zębowa. Obrażenia w obrębie szyi ze złamaniem kości gnykowej, liczne złamania żeber, uszkodzona opłucna, obrażenia głowy. Do obrażeń klatki piersiowej doszło w wyniku silnego wgięcia klatki, ugniatania kolanem, możliwe duszenie rękami.
20:11
I znów brak śladów włamania. Sąsiadka kobiety przyznała jednak, że około godziny 15 słyszała odgłosy zamykania lub otwierania drzwi. Bliscy Zofii zapewniali, że seniorka była bardzo ostrożna, nie zostawiała otwartego mieszkania.
20:30
To kolejna cecha, która łączyła wszystkie ofiary. Wbrew pozorom nie były naiwne, a jednak jakimś sposobem sprawcom udało się dostać do ich mieszkań. Najważniejszym pytaniem pozostawało jednak to, kim byli mordercy. Odpowiedź nadeszła zupełnie niespodziewanie i przypadkiem.
20:53
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.
20:59
5 marca 1999 roku jeden ze stołecznych mundurowych zanotował.
21:06
Patrolując około godziny 14.30 u zbiegu ulic Niecała Aleksandra Fredry zauważyłem dwóch mężczyzn, którzy na mój widok szybko zaczęli oddalać się. Gdy byłem na odległość około 10 metrów od nich, znany mi Artur B. biegiem uciekł w kierunku Ogrodu Saskiego. Drugi z mężczyzn został na miejscu. Postanowiłem go wylegitymować. W wyniku tej czynności okazało się, że jest to Wiszniewski Wiesław.
21:32
Jak się okazało, mężczyzna był poszukiwany od kilku dni. W jednym z mieszkań, w których doszło do zabójstwa, na taśmie klejącej, którą owinięto wokół głowy ofiary, zabezpieczono odciski palców. Należały właśnie do Wiszniewskiego. Co więcej, przy mężczyźnie znaleziono kilka obrączek i sygnet. Miał przy sobie również kartkę, na której zanotowano Ewa Jarzynka. Obok znajdował się adres w Ciechanowie.
22:05
28-letni Wieszniewski został przewieziony na komisariat. Pobrano od niego odciski palców i zaczęto go pytać o to, co robił z Arturem B. i czym się zajmował. Mężczyzna mówił.
22:18
Postanowiłem zarobić na parkingu przy placu zamkowym, gdzie stoją moi znajomi. Wcześniej pracowałem na budowie.
22:25
Szybko ustalono znajomych Wiesława, którzy błyskawicznie zaczęli dzielić się bardzo ciekawymi informacjami. Wiszniewski według rozmówców od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywał. Mówił znajomym, że jeździ na babcie. Nie wyjaśniał jednak o co chodzi. Dopiero później zdradził, że razem z cyganką jeździli taksówką i obserwowali starsze kobiety, które wracały z torbami z zakupami. Potem szli za nimi, wpychali się do mieszkań, gdzie knyblowali ofiary.
23:00
O zabójstwach nikt jednak nie wspominał, ale to wystarczało, by policjanci nabrali pewności, że wreszcie udało im się namierzyć właściwą grupę. Wspomnianą cyganką była Grażyna Łakatosz, pseudonim Duda, znajoma Wierzchniewskiego. Od tego momentu wszystkie informacje zaczęły spływać lawinowo. Okazało się, że Wiszniewski i Łakatosz nie działali sami. Razem z nimi w napadach na seniorki brali udział również Ewa Jarzynka, partnerka Wiesława, a także Jarosław Byszewski, pseudonim Rubin.
23:39
Cała czwórka miała własny schemat działania. Byszewski był taksówkarzem. Wiszniewski, Łakatosz i Jarzynka podstępem wchodzili do mieszkań starszych kobiet, które wcześniej wypatrzyli w okolicy. Czasem twierdzili, że są ankieterami, innym razem podawali się za świadków Jehowy. Po wejściu do środka natychmiast obezwładniali ofiarę. Zajmował się tym Wiszniewski, natomiast Duda i Jarzynka plądrowały lokale.
24:13
Rubin w tym czasie zostawał w taksówce na czatach. Po napadach cała trójka szybko uciekała do samochodu, gdzie grupa dzieliła się łupami.
24:24
Po zatrzymaniach rozpoczęły się przesłuchania. Przestępcy częściowo przyznali się do winy, ale próbowali zmniejszyć swój udział we włamaniach i zabójstwach.
24:36
Łakatoż przyznała się tylko do jednego napadu. Jarzynka z kolei przekonywała, że nie chciała tego robić, bo za bardzo się bała.
24:45
Policja dysponowała odciskami palców Wiszniewskiego. Ślady zostawił na taśmie, którą zakleił twarz Felicji R. Dlatego też 6 marca, czyli dzień po zatrzymaniu, mężczyzna usłyszał zarzuty.
25:02
W dniu 10 lutego 1999 roku w Warszawie, po uprzednim użyciu przemocy wobec Felicji R., bezpośrednio zagrażającej jej życiu, polegającej na zadaniu pokrzywdzonej uderzeń w klatkę piersiową, okolicę czołową twarzy i nos oraz skrępowaniu przy użyciu taśmy samoprzylepnej rąk i nóg, jak też umieszczeniu w jamie ustnej pokrzywdzonej ręcznika i owinięciu wokół głowy na wysokości jamy ustnej taśmy samoprzylepnej, spowodował u pokrzywdzonej złamania żeber po stronie prawej ograniczenie oddychania i krwawienie z obrażeń twarzy czaszki, doprowadzając w ten sposób do ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej skutkującej śmiercią Felicji R., przy czym przewidywał możliwość zgonu pokrzywdzonej i na to się zgodził.
25:47
Wiszniewski podkreślał, że nie zamierzał zabić seniorki, chciał ją jedynie skrępować. Z całej zatrzymanej czwórki najwięcej informacji na temat przebiegu napadów przedstawiła Ewa Jarzynka. Choć początkowo próbowała się bronić, wkrótce opowiedziała ze szczegółami o tym, jak wyglądały wszystkie napady i jaką rolę odgrywały poszczególne osoby. W zamian za szczegółowe informacje... Ewa usłyszała łagodniejsze zarzuty.
26:20
Miała odpowiadać za rozbój, a nie zabójstwa. 8 marca przeprowadzono z nią wizję lokalną. Przewieziono ją łącznie w pięć różnych lokalizacji. We wszystkich pokazywała, w jaki sposób ona i wspólnicy dostawali się do mieszkań i co działo się z ofiarami.
26:42
Jerzynka w trakcie przesłuchania mówiła, że to Wiszniewski zawsze wiązał kobiety i, tu cytat, wkładał im palce do ust. Jak opisywała, mężczyzna zawsze miał krew na rękach.
26:57
Łakatoż konsekwentnie zapewniała, że wzięła udział tylko w jednym napadzie. Ukradła wówczas 600 zł. Mówiła policjantom, że wie się Kijewa zaczęli razem włamywać się do mieszkań, później wciągnęli w to inne osoby. Duda tłumaczyła.
27:16
Ewa powiedziała, że Wiesiek chwyta jakoś tę babcie, a ona przeszukuje mieszkanie. Nie mówiłam, jak wchodzą do mieszkań, tylko powiedziała, że Wiesiek je łapie, a ona wtedy chodzi po pokojach. Ja jej powiedziałam, czy się nie boi tak napadać na te stare kobiety, ponieważ one ją rozpoznają? Ewa powiedziała, że jest pewna, że te kobiety, które napada z wieśkiem jej nie rozpoznają.
27:42
Grażyna za wszelką cenę próbowała przekonać śledczych, że z zabójstwami nie miała nic wspólnego i tak naprawdę przypadkowo wzięła udział w jednym z napadów. Ale Jarzynka przedstawiła policjantom inną wersję. Jak mówiła, Wiesław nie wspominał nic o zabójstwach. Zawsze powtarzał, że wkładał kobietom palce do ust, a one go gryzły. Natomiast to właśnie Duda była jedną z aktywniejszych włamywaczek.
28:12
Na starsze kobiety miała mówić trzęsące i to ona wybierała ofiary. Ewa mówiła. Na każdy napad Duda chodziła z torebką z imitacji skóry. W takie łezki, czarną, lakierowaną z dwoma paskami. To była duża torba. Duda zawsze chowała zabrane w napadach rzeczy do takiej torby. Byszewski nie przyznawał się do zabójstw. Jak mówił, miał jedynie stawać na czatach i odpowiadać za transport. Prywatnie mieszkał razem z Grażyną.
28:42
W przeszłości był żonaty. Jego dawna partnerka pracowała w prokuraturze. Jak jednak mówiła, były mąż zawsze był lekko duchem. Nic go nie interesowało. Był też leniwy. Sam Rubin w swoich zeznaniach obciążył Wiszniewskiego. Jak twierdził, znajomy doskonale wiedział, że część ofiar nie przeżyła napadów.
29:06
Mówił, że, cytuję, niestety niektórym staruchom się zmarło, ale to nie szkoda, bo i tak były stare.
29:12
W mieszkaniach ofiar znajdowały się odciski palców nie tylko Wieszniewskiego, ale również Dudy i Ewy. Kobiety nie próbowały nawet zacierać śladów, dlatego przy przeszukiwaniu szuflad i szafek zostawiały je za każdym razem. W kolejnych dniach zarzuty usłyszeli również Duda oraz Beszewski, a cała czwórka została umieszczona w areszcie.
29:39
Wreszcie Wiszniewski przyznał się również do pozostałych zabójstw.
29:45
Twierdził jednak, że dokonywał ich pod wpływem alkoholu. Jak mówił, przed mordowaniem seniorek wypijał dwa tanie wina, alpage. Policjanci zanotowali, że w trakcie rozmowy Wiesław sprawiał wrażenie ociężałego umysłowo. Mylił daty, fakty i osoby. Początkowo zapewniał, że wszystkich włamań dokonał sam. O jednym z napadów mówił.
30:13
Osobą napadniętą była starsza kobieta, której wcześniej nie znałem ani też nie widziałem. Kobietę tę zobaczyłem pod blokiem wchodzącą do mieszkania, a raczej klatki. Wtedy poszedłem razem za nią do bloku. Wszedłem za nią do środka, poszedłem piętro wyżej, aby zobaczyć jak ta kobieta będzie wchodzić do mieszkania. Gdy ta kobieta otworzyła mieszkanie, wszedłem razem z nią. Wepchnąłem ją bardziej, przewróciłem ją na podłogę, a następnie związałem ręce taśmą, jak również nogi.
30:43
Po związaniu tej kobiety przeszukałem mieszkanie. Zabrałem pieniądze, nie pamiętam w jakiej to było kwocie. Zabrałem alkohol, chyba ze cztery butelki. Poza tym nic więcej innego nie zabrałem. Po przeszukaniu mieszkania opuściłem je. Wychodząc z bloku pojechałem w stronę centrum. Gdy wychodziłem kobieta żyła. Następnego napadu dokonałem w lutym. To miało miejsce w dzielnicy Ochota. Do mieszkania wszedłem w identyczny sposób jak poprzednio.
31:14
Zabrałem drobne pieniądze, które miała. Następnie mieszkanie to opuściłem. Wychodząc kobieta żyła. Po wyjściu udałem się do centrum. Miejsca dokładnego zdarzenia nie jestem w stanie rozpoznać. Następnego napadu dokonałem gdzieś w okolicach Saskiej Kępy. Do mieszkania wszedłem w sposób podobny jak poprzednio. Wepchnąłem kobietę, zaciągnąłem ją do pokoju, a następnie związałem taśmą przylepną za ręce i nogi. Przeszukałem mieszkanie, znalazłem około 400 zł i jakieś wyroby ze złota, pierścionek i obrączkę, którą później sprzedałem na bazarze.
31:51
Wychodząc z mieszkania kobieta żyła, gdyż coś do mnie mówiła, abym nie robił jej krzywdy. Pieniądze te przeznaczyłem na alkohol.
31:59
Znajomym Wiszniewski miał się przechwalać, że w rzeczywistości dokonał więcej napadów, ale policja nigdy nie zdoła mu ich udowodnić.
32:09
Nie przyznał się do kradzieży czeków, choć jeden usiłował zrealizować podrabiając podpis.
32:16
W trakcie przesłuchania Wiesław opowiedział policjantom nie tylko o zbrodniach, ale również o swoim wcześniejszym życiu. Swoich bliskich, a także drodze, którą obrał, docierając do tego niezwykle krwawego punktu.
32:38
Wiesław Wiszniewski urodził się 15 maja 1971 roku we wsi Dunajek w gminie Gołdab. Już jako dziecko sprawiał spore problemy wychowawcza. W szkole dwukrotnie powtarzał klasa. Pochodził z rodziny wielodzietnej. Miał dwóch braci i trzy siostry. On sam mówił.
33:18
Do domu już nie chodziłem. Nie miałem żadnego kontaktu z rodziną.
33:21
Po ukończeniu szkoły podstawowej Wiszniewski przeniósł się do Warszawy i zatrudnił się na budowie. W 1990 roku po raz pierwszy został aresztowany. To za drobne kradzieże. Po wyjściu na wolność znów znalazł pracę na budowie, ale w kolejnych latach często był zatrzymywany przez policję, aż wreszcie trafił za kratki na 8 miesięcy. Na wolność wyszedł 23 lutego 1998 roku.
33:55
Trafił do szpitala w Warszawie, a gdy go opuścił, nie mógł znaleźć pracy. Jak mówił, był wówczas sezon wiosenny. Często sięgał po alkohol. W listopadzie tego samego roku Wiszniewski poznał Ewę Jarzynkę. Wiesław pomieszkiwał wówczas u znajomego Jurka, który dzielił mieszkanie z konkubiną Dorotą. Kobieta była prostytutką. Pomieszkiwała tam również właśnie Jarzynka.
34:27
Ewa była sąsiadką cygańskiej rodziny, przez którą poznała z kolei Grażynę Łakatosz. Według zeznań Jarzynki to właśnie Duda miała wpaść na pomysł napadania na seniorki, czym miała podzielić się z Rubinem podczas wspólnego spożywania alkoholu. Dzięki Ewie poznała Wierzchniewskiego, którego określiła jako wysokiego i silnego mężczyznę, który mógłby pomóc w całym procederze.
34:57
A do tego był bezrobotnym alkoholikiem, szukającym szybkiego zarobku. Jarzynka z kolei została wciągnięta, bo według Grażyny, jako blondynka o łagodnych rysach, potrafiła wzbudzić zaufanie. A było ono niezbędne, jeśli przestępcy chcieli dostać się do mieszkań starszych kobiet.
35:21
W ten właśnie sposób Wiesiek, Ewa, Duda i Rubin rozpoczęli w 1998 roku serię brutalnych napaści, które skutkowały zgonem łącznie ośmiu osób. Jak wykazało śledztwo, takich włamań było jednak więcej, co najmniej dwanaście. I co ciekawe, nie zawsze ofiarami były kobiety. Czasem przestępcy na swój cel wybierali też starszych mężczyzn.
35:49
Materiał dowodowy zgromadzony przez śledczych był na tyle mocny, że wkrótce po tym prokurator mógł sporządzić akt oskarżenia i przesłać go do sądu. Ogromną rolę odegrała tutaj Ewa Jarzynka, która swoimi zeznaniami obnażyła sposób działania partnera i znajomych, jednocześnie ich pogrążając. A do tego przy podejrzanych znaleziono przedmioty należące do ofiar, których nie zdążyli jeszcze sprzedać. Jarzynka miała między innymi pierścionek jednej z zamordowanych kobiet.
36:25
W trakcie procesu zarówno Wiszniewski jak i Duda odmówili składania wyjaśnień. Później morderca stwierdził jednak, że przyznaje się tylko do udziału w napadach, a nie do zabójstw. Jednak po przeanalizowaniu wszystkich zgromadzonych dowodów, sąd nie miał wątpliwości. Cała czwórka była winna brutalnych napaści. Ale każda z oskarżonych osób usłyszała inny wymiar kary. Najsurowszy wyrok 22 listopada 2001 roku usłyszał Wiesław Wiszniewski, którego skazano za zabójstwo ośmiu starszych kobiet.
37:07
Miał spędzić w więzieniu resztę swojego życia. Pozbawiono go również praw publicznych na 10 lat. O przedterminowe zwolnienie mógł ubiegać się po upływie 30 lat za kratkami.
37:21
Grażyna Łakatosz została skazana na 15 lat więzienia, a Jarosław Byszewski – 14. Oboje mogli ubiegać się o skrócenie kary po 10 latach. Najniższy wyrok usłyszała Ewa Jarzynka. Ona miała spędzić za kratkami 8 lat, ale na poczet kary wliczono jej czas spędzony w areszcie. W uzasadnieniu sędzia mówił –
37:49
Sprawcy poszczególnych czynów, a szczególnie Wiesław Wiszniewski, wykazali się bestialstwem, dla którego nie ma i nie może być zrozumienia. W tej sprawie mieliśmy do czynienia z narastającym nagromadzeniem okrucieństwa i cierpień. Także okoliczności śmierci wszystkich pokrzywdzonych każą nam mówić o zbrodniach szczególnych.
38:08
Obrońcy oskarżonych wnieśli apelację, ale co ciekawe spotkało się to z protestem samego Wiszniewskiego. Po tym jak jego obrońca Dariusz Mikołajewski wysłał pismo, morderca sam napisał do sądu list.
38:23
Chciałbym zaznaczyć, iż wniosek o apelację złożony przez mojego obrońcę w moim imieniu jest bezpodstawny i złożony wbrew mojej woli. W żadnym wypadku nie zgadzam się z apelacją i nie zamierzam brać w tym widowisku jakiegokolwiek udziału, by ktokolwiek mógł robić z tego sensację. Dlatego już, już zapowiadam, że jeżeli zostanę wezwany na sprawę rewizyjną, to będziecie mieli takie przedstawienie, ci którzy tego chcą, lecz w samej sprawie nie będę brał jakiegokolwiek udziału. Dlatego też wezwanie mnie na sprawę będzie zbytecznym działaniem i nie będzie miało żadnego sensu.
39:00
Przypomnę, że proces, w którym dostałem wyrok trwał rok i kosztowało to wiele czasu, zbędnych problemów i kosztów, jakie pochłonął ten proces. Wyrok, jaki dostałem chyba ucieszył i zadowolił wszystkich. Większego wyroku dostać już nie mogę.
39:15
Ale proces apelacyjny i tak się odbył wbrew protestom Wiesława Wiszniewskiego. W czerwcu 2002 roku wyrok dożywocia dla mordercy został utrzymany.
39:28
O przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się najwcześniej w 2029 roku. Sąd utrzymał też kary dla Grażyny Łakatosz oraz Jarosława Byszewskiego, ale obniżył do 6 lat karę dla Ewy Jarzynki.
39:47
22 sierpnia 2002 roku Sąd Najwyższy odrzucił kasację od wyroku. Wiesław Wiszniewski już nigdy nie wejdzie na wolność i zdaje się, że on sam jest z tym pogodzony. W lutym 2011 roku dziennikarzom polityki udało się z nim skontaktować i przeprowadzić krótką rozmowę. Nie odpowiedział wprost, czy będzie ubiegał się o przedterminowe zwolnienie. Jak stwierdził, co ma być, to będzie.
40:20
Czy myśli pan, że kiedyś wyjdzie na wolność?
40:22
Raczej jest to mało prawdopodobne.
40:25
Uprawnienia do warunkowego przedterminowego zwolnienia nabędzie pan w 2029 roku.
40:30
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy jest sens czekać. Co ma być, to będzie.
40:34
Czy istnieje Bóg? Nie ma Boga. A życie po życiu?
40:39
Myślę, że nie. Kiedyś jako dziecko wierzyłem. Teraz myślę inaczej.
40:44
Myśli pan o sobie jako o mordercy? Tak. Określam siebie jednym słowem. Sk***.
40:51
Co jest pana przeznaczeniem?
40:52
Czasami mam wrażenie, że urodziłem się po to, żeby w więzieniu siedzieć.
40:57
Czy mogę zrobić panu zdjęcie?
40:58
Wolałbym, żeby ludzie o mnie zapomnieli. Zostałem schowany do piwnicy i niech tak zostanie.
41:04
Jakiś czas temu próbowałam skontaktować się z Wiesławem Wieszniewskim. Ale najwyraźniej po tylu latach od brutalnych zabójstw, a później skazania, wciąż pozostaje wierny własnym słowom. Bo na wiadomość nie odpowiedział, licząc pewnie na to, że nadal pozostanie schowany do piwnicy.
41:26
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.